Leszek Krowicki wrote:
>>Jak to nie zlodziej? Okradl mnie i zyskal moje klucze. A pomijajac ich
>>wartosc? Pytasz, czy uwazam faceta, ktory skopiuje moje klucze
>>(bo chyba tak powinien wygladac Twoj przyklad) za zlodzieja? Bede mial
>>spore przeslanki, aby to podejrzewac, ale sam czyn kopiowania moich kluczy
>>nie jest kradzieza, bo nic nie trace. Right?
>Zgoda na zmiane przykladu. Jest lepszy. Ciekaw jestem tylko, dlaczego
>uwazasz, ze nic nie tracisz majac swiadomosc, ze ktos ma kopie Twoich
>kluczy. A sam spokoj ducha? Czy naprawde majac swiadomosc, ze ktos Ci
Trace, ale dopiero w wyniku tej akcji. Sama zas akcja nie powoduje straty.
Wydaje mi sie, ze to rozroznienie jest dosc jasne, ale moge sprobowac
doprecyzowac. A pomijajac juz to rozroznienie patrz nizej.
>nieznany ma kopie kluczy do Twojego
mieszkania i w kazdej chwili moze
>z nich skorzystac, nie podejmiesz zadnych srodkow ostroznosci? Nie
>wymienisz choc jednego zamka? Dalej codziennie bedziesz spokojnie
>wychodzic rano do pracy i rownie spokojnie wracac wieczorem? Jesli
Oczywiscie, ze wymienie i oczywiscie, ze strace spokoj ducha. Ale to samo
staloby sie gdybym te klucze zgubil. To, ze czyjes dzialanie powoduje u mnie
straty, nie swiadczy od razu o tym, ze to dzialanie jest kradzieza. Gdyby
jakis sk*.* podpalil mi dom, to rowniez stracilbym dosc duzo, ale nie
nazwalbym go zlodziejem tylko podpalaczem.
>Nie twierdze, ze nie masz racji, chociaz ja nie zauwazylem takiej
>tendencji w postach PWC. Nie kryje takze, ze ta konkretna forma
Pamietaj, PWC to czlowiek, ktory nazywa kradzieza kopiowanie sobie od
kolegi.
>piractwa (umieszczanie cudzych utworow na stronie WWW) IMHO jest
>kradzieza. Dlatego czytajac Twoj kolejny spor z PWC, wtracilem sie z
>propozycja ustalenia przez Was wspolnej definicji kradziezy. Wstepnie
>zaproponowalem definicje z SJP, bo wydaje mi sie nieglupia. Glupie
>natomiast wydaje mi sie prowadzenie sporu "X jest kradzieza - Nie, nie
>jest - A wlasnie ze jest", kiedy wyraznie kazdy z Was inaczej rozumie
>pojecie 'kradziez'. I nie twierdze, ze ta 'moja' definicja jest
Alez oczywiscie. I dlatego w jednym z postow napisalem, ze w zasadzie nie ma
tu o czym dyskutowac - on ma definicje wzieta z kosmosu, niezgodna z prawem
polskim, powszechnym przekonaniem oraz niezgodna z przekonaniem
niektorych szefow koncernow plytowych. I niech ja sobie ma. Tyle, ze w takim
razie to ja moglbym napisac o nim, ze popelnia X, bo uwazam za
X umieszczania slowa privilege w sygnaturce, gdzie X jest dowolnym
przestepstem.
>Leff
Khaliff TM
"I saw the lizard."