Rzez generalow
Terroryzm zydokomuny rzadzacej Polska w latach 1990-2000 najlatwiej
weryfikuje pasmo "niewykrytych" i nieukaranych zbrodni i morderstw
politycznych. Ta bezkarnosc w mordowaniu ludzi niewygodnych rozpada
sie na dwie grupy ofiar. Jedna stanowia ludzie niegdys stanowiacy
trzon wladzy komunistycznej w czasach PRL, druga- zabojstwa osob
czynnie stawiajacych opor w PRL i PRL-bis.
Wniosek z tego zroznicowania moze byc tylko jeden: prominentow PRL
morduja w czasach "Trzeciej RP" sluzby obcych panstw i wywiadow.
Dzialaczy opozycji narodowej morduja "szwadrony smierci" rodzimej
Bezpieki.
Serial glosnych morderstw na prominentach komunistycznych stanowia
zabojstwa generalow: Piotra Jaroszewicza z malzonka, Fonkowicza,
Dubickiego i Papaly. Wszyscy czterej mieli tytuly generalow, co
posluzylo publicyscie Krzysztofowi Kako-lewskiemujako tytul do cyklu
ponad 100 publikacji w "Naszej Polsce": Generalowie gina w czasie
pokoju.
Piotr Jaroszewicz byl premierem PRL, generalem LWP. Posiadal
nieprzebrana wiedze o kulisach PRL-ZSRR. Byl po wojnie zaangazowany w
poszukiwania skarbow III Rzeszy na Dolnym Slasku7. Istnieje pogloska,
ze posiadal tajne konto w Szwajcarii: czy jednak zawartosc tego konta
stala sie powodem morderstwa, skoro w jego willi po zabojstwie nie
zginely precjoza o ogromnej wartosci? Na polecenie jakich sluzb zostal
zamordowany? Sowieckich? Niemieckich? Mossadu? CIA?
Generalowie Dubicki i Fonkowicz, z pochodzenia Zydzi, byli wysokiej
rangi funkcjonariuszami wywiadu i kontrwywiadu. Czy wiedzieli zbyt
duzo o tajemnicach na| styku PRL-ZSRR, PRL-CIA-Mossad, ze musieli
zginac?
General Papala byl Komendantem Glownym Policji - zostal zamordowany
przed swoim domem przez jak zwykle "nieznanych sprawcow".
To wrecz nieprawdopodobne: czterech generalow ginie w czasie pokoju i
w zadnym z tych przypadkow mordercy nie zostaja wykryci, osadzeni!
Pomijajac motywacje tych morderstw, zapominajac o politycznej i
sluzbowej przeszlosci tych ludzi, trzeba sie zgodzic z ponurym faktem,
ze w PRL-bis nie istnieja suwerenne sluzby sledcze, suwerenna policja,
nie istnieja suwerenni sternicy panstwa zdolni wspolnie wykryc
sprawcow morderstw na swiecznikowych postaciach dawnej i aktualnej
wladzy! Z tych faktow wieje groza. Zyjemy bowiem w panstwie
nieobliczalnego bezprawia.
W zakresie przestrzegania prawa, scigania zbrodniarzy, panstwo to nie
jest juz panstwem, jest bezpanstwowym terytorium, w ktorym obce sluzby
robia co chca, wlacznie z mordowaniem najwazniejszych postaci wymiaru
"sprawiedliwosci", wladzy, wywiadu, kontrwywiadu.
Liste "nieznanych sprawcow" smierci znanych ludzi mozna wydluzyc o
szereg innych postaci, jak np. Andrzej Jarecki i Kazimierz
Dziewanowski. Obaj jednoczesnie przebywali na placowkach
dyplomatycznych w USA. Zgineli w "wypadku" samochodowym. Mozliwe, ze
celem zamachu byl tylko Dziewanowski. To wazna postac. Czlonek
Okraglego Stolu, czlonek "Klubu Europa", czlonek Rady Polityki
Pienieznej, czlonek Rady Polityki Zagranicznej, a takze lokator listy
masonow zgromadzonej przez SB (zob.: H. Piecuch, Imperium Sluzb
Specjalnych). Jako publicysta pisywal o "narodowym smrodku" i polskim
ciemnogrodzie, ale nie za to przeciez zginal... Krzysztof Kakolewski
pisal enigmatycznie o innej okolicznosci: Dziewanowski niebezpiecznie
zblizyl sie do spraw kredytow zaciagnietych przez PRL, a zatem i do
kwestii FOZZ1.
Podobnie nagle, w kwiecie wieku, bez wyraznych powodow (np. zawalu?)
zmarl korespondent w USA Jacek Kalabinski, bo naruszyl milczenie wokol
handlu bronia.
Inne, rowniez zagadkowe nagle smierci ludzi w sile wieku, to smierc
prof. Jana Strzeleckiego, poety Witolda Dabrowskiego. Na zagadkowy
udar serca zmarl dyrektor Archiwum Akt Nowych, historyk prof.
Skowronek - czy za to, ze uparcie walczyl o powrot do Polski akt
wywiezionych przez sowietow, dokumentow "niewygodnych" dla powojennych
okupantow Polski z nadania sowieckiej zydokomuny?
W tym kontekscie nie powinnismy sie dziwic niewykrywalnosci sprawcow
licznych zbrodni na ludziach opozycji. Jezeli bezkarnie gina
generalowie aparatu terroru, to w dziesiecioleciu 1990-2000 w zasadzie
bezsensowne bylo wszczynanie procesow w sprawie zabojstw ludzi
opozycji. Nikt ze sprawcow nie zostal ustalony, ukarany, tak jak nie
zostali wykryci i ukarani mordercy generalow - ludzi z drugiej strony
barykady.
Pozornie zostali wykryci mordercy ksiedza Jerzego Popieluszki. Nie
zostali. G. Piotrowski zostal uznany za morderce ksiedza, ale to
polowa prawdy: ukarano miecz a nie reke, wykonawce a nie zleceniodawce
lub zleceniodawcow.
Nie ukarano mordercow gornikow kopalni "Wujek". Parodia procesu toczy
sie od 17 lat - winnych nie ma. Wiadomo tylko tyle, ze strzelal
ustalony pluton ZOMO. Kto dal rozkaz? - nie wiadomo. W "Gazecie
Polskiej" z 4 maja 2000 ukazal sie obszerny artykul: Strzelali w leb i
na komore. Jest to omowienie tzw. raportu taternikow - trzech bylych
taternikow, ktorzy w 1982 r. urzadzali szkolenia dla funkcjonariuszy
plutonu specjalnego, uczestniczacego w pacyfikacjach slaskich kopalni.
Z relacji tych "taternikow" - Jacka Jaworskiego, Janusza Kierzyka i
Ryszarda Szafirskiego wynika, ze masakra gornikow "Wujka" byla
samowola dowodcy plutonu - Romualda Cieslaka ps. "Walerek". Dziwni to
relanci ci taternicy: Jaworski wcale nie ukrywa, ze po 13 grudnia 1981
roku uczestniczyl w pacyfikacjach strajkujacych zakladow Malopolski,
za co zostal odznaczony przez plk. Kazimierza Wilczynskiego medalem
przyznanym z okazji X rocznicy powolania plutonu specjalnego w
Krakowie!
Teraz Jaworski utrzymuje, ze w latach 80. stale wspolpracowal z
opozycja. Cos z tamtego ich raportu przypomina sobie jej owczesny
czlonek opozycji Zbigniew Romaszewski. Otrzymal ten raport dopiero
wiele lat pozniej, w 1999 (!) roku i skierowal go do Leszka
Piotrowskiego, bylego pelnomocnika oskarzycieli posilkowych w procesie
"Wujka". Raport rzekomo dostarczyli "taternicy" zakonnikowi cystersow
- o. Hugo. Zakonnik przestraszyl sie Jacka i spalil raport.
Teraz (2000) sad ma powolac "taternikow" na swiadkow oskarzenia.
Ostroznie! - chcialoby sie doradzic sadowi. Ostatecznie mozna uwierzyc
zasluzonym "taternikom", z ktorych jeden zostal odznaczony za wyczyny
w ZOMO - ale tylko co do drugorzednych szczegolow. Z pewnoscia nie w
glowna teze i cel rewelacji "taternikow" - ze mord na gornikach byl
wylacznie inicjatywa i samowolna decyzja dowodcy plutonu.
Lokalizowanie sprawstwa i sprawcow zbrodni politycznych dogorywajacej
PRL i jej sluzb na niskich szczeblach, to stala dzis metoda. Tak bylo
z Piotrowskim - nigdy nie ujawnil swych zleceniodawcow7!
Teraz odpowiedzialnosc za masakre gornikow "Wujka" ma zostac
ostatecznie "zaklepana" na wysokosci dowodztwa plutonu ZOMO.
Kto rozumie elementarna koniecznosc istnienia zelaznej struktury
dowodzenia na poszczegolnych szczeblach terrorystycznej wladzy spod
znaku ZOMO-SB-MO, ten nie moze ani przez chwile dopuscic mysli, ze
rozstrzelanie gornikow "Wujka" moglo byc aktem niesubordynacji dowodcy
plutonu ZOMO. Taka samowolke wyklucza precyzyjna struktura dowodzenia
sluzb specjalnych nie tylko w PRL, lecz wszystkich innych panstw,
wszystkich wywiadow, kontrwywiadow, policji, ete.
Zarowno w regularnej armii jak tez w policji i sluzbach specjalnych, w
kazdych warunkach bojowych, wojennych czy w stanie wojennym, nizszy
ranga dowodca bezwzglednie wykonuje rozkazy swego najblizszego
przelozonego, w przeciwnym razie grozi mu sad polowy. Jezeli w
warunkach bojowych, podczas wojny, ginie jego bezposredni dowodca,
nizszy ranga stara sie nawiazac kontakt z wyzszym kregiem dowodze- i
nia. Jezeli i to zawodzi, dowodca jednostki przejmuje dowodzenie nad
podlegla mu jednostka i odtad dowodzi samodzielnie, tak jakby nie
istniala armia, lacznosc radiowa, szczeble dowodzenia; jakby jego
oddzial byl samodzielna armia a on sam -jej najwyzszym dowodca.
Nic takiego nie mialo zastosowania w przypadku decyzji o strzelaniu do
gornikow "Wujka". Struktura dowodzenia oddzialami ZOMO na szczeblu
wojewodzkim i centralnym funkcjonowala bez zaklocen. Wladza polityczna
i jej zbrodnicze formacje silowe panowaly niepodzielnie nad sytuacja w
kraju, w regionach, wojewodztwach, miastach, a tym samym nad otoczona
przez wojsko, ZOMO, czolgi - kopalnia "Wujek" i jej bezbronna zaloga.
Zomowcy Cieslakabyli bezpieczni. Strzelali z oddalenia. Gdyby ich
strach oblecial - mogli sie latwo wycofac, choc i na to musieli by
otrzymac rozkaz swych bandyckich przelozonych.
Kolejna kpina ze sprawiedliwosci odgrywana przez wladze PRL - bis, to
zbrodnia na Grzegorzu Przemyku, niewinnym maturzyscie, ale synu
opozycjonistki Barbary Sadowskiej.
Glownym podejrzanym i oskarzonym jest - po kilkunastu latach, po
obowiazujacej przez 10 lat wersji winy sanitariuszy - milicjant
Ireneusz Kosciuk, funkcjonariusz z posterunku, gdzie zmasakrowano
Przemyka7.
Pelnil wtedy funkcje zastepcy komendanta posterunku w randze
porucznika. Dzis zaslania sie niepamiecia, wszystkiemu zaprzecza.
Podobnie Jan Wit-Jablonski, dowodca plutonu ZOMO, ktory zatrzymal
Grzegorza Przemyka i jego kolege.
Swiadkowie - koledzy Przemyka mowia tyle i az tyle, ze Kosciuka mozna
by bylo skazac na podstawie ich zeznan, albo za nakazanie smiertelnego
pobicia chlopca, albo za sprawstwo z tytulu samego dowodzenia
posterunkiem w trakcie bicia, jezeli juz nie za osobiste bicie.
Jeden z nich stwierdzal: Jedyne, co mi wtedy wieczorem powiedzial
Grzegorz Prze-myk (juz w domu - H.P.), ze bili go w brzuch...
Jakub Kotanski:
- Stojac przed komisariatem slyszalem krzyk bitej osoby i mialem
wrazenie, ze byl to krzyk Grzegorza.
Kosciuk byl juz w skladzie plutonu ZOMO, ktory zatrzymal i odwiozl
Grzegorza na posterunek. Kosciuk jako milicjant w skladzie patrolu
ZOMO, formalnie podlegal w tym momencie Witowi Jablonskiemu. Ten zas
przyznaje, ze Kosciuk juz wtedy bil Przemyka palka po rekach!
Kiedy to pisze - koniec czerwca 2000 - taki stan "sledztwa" i procesu
przekazuja dzienniki i tygodniki. Niektore z nich, za zgoda sadu,
pokazuja twarz i sylwetke Kosciuka: typowy osilek, butna twarz, zimne
oczy, krotkie wlosy. Przed nim, w lawie obroncow dwoch adwokatow, ale
za nimi, w symbolicznym tle, w roli obroncow, stoi cala ta obecna
PRL-bis, zwana szyderczo "Trzecia RP"!
Jak bylo nieuchronnie do przewidzenia, Kosciuk zostal uniewinniony z
zarzutu smiertelnego pobicia Przemyka. Winnych nadal brak.
Kosciuk jako domniemany wspolmorderca Grzegorza Przemyka, pracuje w
Komendzie Powiatowej Policji w Bilgoraju i wladze samorzadowe tego
miasta jak i wojewodztwa lubelskiego akceptuj a te kontynuacje "misji"
Kosciuka. Pro f. Ryszard Bender -czlonek Sejmiku Wojewodztwa
Lubelskiego, podczas sesji Sejmiku (14 VII 2000) zaproponowal
poszerzenie porzadku obrad o rozpatrzenie sprawy Ireneusza Kosciuka.
Niestety - za wnioskiem prof. R. Bendera glosowalo zaledwie trzech
radnych AWS - czwartym byl glos wnioskodawcy. Klub AWS w Sejmiku
Lubelskim liczy 19 czlonkow i ogromna wiekszosc z nich byla obecna2!
Nie ma i nie bedzie ukarania mordercow ksiezy z lat 1990-1994:
Niedzielaka, Su-chowolca, Zycha, Kusa, Zareby, Fidury, Durczynskiego,
Gabki, Kosciuczyka, Pawlowskiego, Kiliana, Kotlarza, Stokowskiego,
Kowalczyka, Kocinskiego, choc
"sledztwa" w tej sprawie byly prowadzone i wznawiane, bo przeciez
ksiezy mozna mordowac bezkarnie od 1945 roku do dzis. To grupa
spoleczna o charakterze duchowych przywodcow, z formacji katolickiej,
dlatego jest poddawana przesladowaniom i skrytobojstwom niezaleznie od
aktualnie rzadzacych frakcji, formacji ustrojowych, ekip sejmowych i
rzadowych, niezaleznie od geopolitycznej zaleznosci Polski, czy to
sowieckiej czy zydomasonskiej.
Nie dowiemy sie najpewniej nigdy, kto zlecil zamordowanie Andrzeja
Krzepkowskiego, bezkompromisowego demaskatora posierpniowej
zydokomuny, dzialacza "Solidarnosci" Ursusa.
Nigdy sie nie dowiemy, jaki to "zawal serca" smiertelnie powalil
Michala Faizma-na, trzydziestoparoletniego inspektora NIK, ktory
bezkompromisowo zdemaskowal sprawcow grabiezy funduszu FOZZ i okolo 20
mld dolarow "wyprowadzonych" z Banku Handlowego.
Nigdy sie nie dowiemy, kto i jak "zmajstrowal" wypadek drogowy, w
ktorym zginal minister prof. Walerian Panko, szef NIK, interesujacy
sie afera FOZZ.
Nigdy sie nie dowiemy, kto zamordowal - zwlaszcza na czyje polecenie,
dzialacza "Solidarnosci" chlopskiej - Piotra Bartoszcze7.
Nie dowiemy sie, kto zamordowal i na czyje zlecenie krakowskiego
studenta Stanislawa Pyjasa.
I nigdy sie nie dowiemy, kto zamordowal i na czyje zlecenie, okolo 90
innych "niewygodnych" ludzi opozycji w czasach stanu wojennego i dlugo
po odwolaniu tej wojny Jaruzelsko-polskiej.
Nigdy nie stana przed sadem ZOMO-milicjanci, mordercy Piotra
Majchrzaka, zamordowanego w Poznaniu w 1982 roku - do dzis nazwiska
czlonkow oddzialu ZOMO-mordercow sa utajnione2.
Nigdy sie nie dowiemy, czy obroncy Stoczni Gdanskiej - kpt z.w.
Boleslaw Huty-ra i Marian Mocko zgineli (15 IX 2000) w normalnym czy
nienormalnym "wypadku samochodowym" (Zob. rozdzial: Stoczniowcow wojna
trzydziestoletnia).
A. nie dowiemy sie dlatego, ze:
- zyjemy w panstwie bezprawia;
- w panstwie systemowo programujacym kryminalizacje wszystkich sluzb
(nie-) ladu, (nie-) bezpieczenstwa, (nie-) sprawiedliwosci;
Obydwa te kierunki programowanej destrukcji sluza celowi
strategicznemu, jakim jest rozklad panstwa polskiego w calosci, jego
likwidacja jako panstwa.
Terror w pelnej bezkarnosci
Tak wiec "rzady prawa" w Polsce posierpniowej sa w istocie rzadami
terrorystycznego bezprawia: skrytobojstw, pobic, wlaman przez
nieznanych sprawcow, podsluchu, szarz na strajkujacych rolnikow,
gornikow, hutnikow, na patriotyczna mlodziez pokojowo demonstrujaca
swoj sprzeciw.
W telewizyjnych "Wiadomosciach" widzialo sie szarze policjantow
bijacych uczestnikow antykomunistycznych manifestacji i rzucajacych
pogrozki w stylu: Szkoda, ze was nie wykonczylismy w stanie wojennym!
Zacznijmy ten spacer po panstwie bezprawia od akcji stosunkowo
"niewinnych" -od kontroli korespondencji i podsluchu telefonicznego. W
1997 roku naglosnil to "Dziennik Poznanski", a te praktyki dotyczyly
nie tylko Poznania, lecz z cala pewnoscia byly i sa stala praktyka w
calej Polsce. Dziennikarz tej gazety Krzysztof Owczarek ustalil, ze w
Poznaniu pod nadzorem UOP znajduje sie okolo 2000 nazwisk ludzi
"podejrzanych", niewygodnych dla rezimu zydokomuny posierpniowej.
W pokoju UOP na poczcie przy ulicy Glogowskiej znajdowala sie mapa 5x2
metry, na ktorej widnialy adresy i nazwiska osob pozostajacych "na
celowniku" UOP. Korespondencja do tych osob byla wstepnie opracowywana
(po otwarciu), kserowana i odkladana do specjalnych teczek. Spece od
otwierania korespondencji sa szkoleni tak samo jak za czasow SB - w
Legionowie, gdzie poznaja techniki otwierania, opracowywania,
zamykania korespondencji, zacierania sladow, zabezpieczania przed
planowana obrobka chemiczna, ktora odbywa sie w specjalnych
laboratoriach.
Podzial w UOP jest prosty: Warszawie podlega cala korespondencja
zagraniczna, natomiast takie oddzialy jak poznanski, zajmuja sie
korespondencja krajowa. Oto zwykly dzien "pracy" bezkarnych pajeczarzy
na poczcie poznanskiej:
Po weryfikacji wstepnej, ktora ma na celu sprawdzenie, czy przesylki
nie maja specjalnych zabezpieczen, zabieraja sie za odklejanie kopert.
Sa trzy podstawowe metody. Najszybsza polega na otwieraniu kopert
zaklejonych zwyklym klejem ("na sline") za pomoca urzadzenia
nazywanego "garnkiem". Sa w nim otwory, przez ktore paruje woda,
podgrzana przez grzalke. Inna metoda jest umieszczenie listow w
specjalnej "wannie", gdzie z czasem koperty odklejaja sie same. W
wypadku, kiedy klej jest mocniejszy, badz koperty sa zaklejone tasma,
uzywa sie zwyklej benzyny i specjalnego pedzelka.
Szczegolnym zainteresowaniem policji cieszyly sie manifestacje i
aktywisci mlodziezowej Ligi Republikanskiej. W 1997 roku Zbigniew
Sobotka, owczesny wiceminister spraw wewnetrznych i posel SLD z
wojewodztwa piotrkowskiego, zapowiadal traktowanie takich akcji Ligi
jako "folkloru politycznego", a jesli nie oslabna, beda karac przed
kolegami, a jesli i to nie pomoze, podejmiemy inne, bardziej
zdecydowane dzialania'.
Nie wszystkie mlodziezowe akcje uliczne byly traktowane jednakowo. Oto
przyklad z Zamoscia, listopad 1996 r. W ramach obchodow Swieta
Niepodleglosci, zamojska mlodziez miala przejsc z rozwinietymi
sztandarami pod Ratusz. W trakdB zbiorki zauwazyli grupujacych sie
wokol nich skinow i anarchistow, zachowujacych sie wobec nich
prowokacyjnie. Kiedy mlodziez narodowa ruszyla w kierunku rynku,
nadjechaly wozy policyjne. Kazano sie rozejsc, lecz mlodzi narodowcy
nie posluchali wezwania. Kiedy jeden z nich - Krzysztof Lesniak cos
mruknal przeciwko temu poleceniu, natychmiast oberwal palka7.
Prawdziwe palowanie rozpoczelo sie wtedy, gdy tyly i poczatek
spokojnej kolumny mlodych zablokowaly policyjne samochody. Atakowano i
bito nawet tych, ktorzy schronili sie w kosciele redemptorystow.
Oberwaly nawet dziewczeta. A co z "punkami"?
- W tym czasie uzbrojone w drewniane paly punki szly duza grupa i
rozgladaly sie w poszukiwaniu ofiar. Za nimi wolno podazala policyjna
nysa pilnujaca, aby punkom nic sie nie stalo2. W 1996 roku Urzad Rady
Ministrow zazadal od sluzb operacyjnych w wojew? dziwach, donoszenia o
wszystkich protestach w Polsce i szczegolowych informacji o
organizatorach takich protestow. Co ciekawe -jak zapewnil Romuald
Siepsiak, wicedyrektor Biura Analiz i Prognoz URM - informacje te nie
byly przeznaczone dla UOP. Zatem URM -jak zapewnil dyr. Siepsiak, byly
przeznaczone dla szefa URM - Leszka Millera. Dostep do tych informacji
miala rowniez Rada Ministrow. Dyr. Siepsiak zapewnial, ze UOP nie
otrzyma zadnych z tak zgromadzonych informacji. Czyz wiec mamy jakby
dwa UOP: ten oficjalny, wnuk UB a syn SB, oraz UOP-URM?
Pragnacy zachowac anonimowosc pracownik Urzedu Wojewodzkiego w Wars
wie powiedzial:
- Aby odpowiedziec na wszystkie pytania zadane w ankiecie,
musielibysmy miec nie tylko specjalny sztab ludzi tropiacych
manifestantow, ale jeszcze do tego tajnych wspolpracownikow w
zakladach pracy. Bylo to latwiejsze w latach szescdziesiatych, kiedy
urzedy wojewodzkie mialy powiazania z SQ3.
W listopadzie 1996 roku Narodowe Odrodzenie Polski i Stronnictwo
Polityki Reat-nej zawiadomily prokurature o popelnieniu przestepstwa
przez grupy mlodziezy zwiazane z Unia Pracy, Unia Wolnosci i Polska
Partia Socjalistyczna.
Mlodzi milosnicy "demokracji i tolerancji" spod znaku Unii Wolnosci,
uzbrojeni w kamienie, palki, lomy i siekiery (!) zaatakowali.idaca
legalnie i spokojnie manifestacje zorganizowana w dniu 11 listopada, a
wiec w dniu Swieta Narodowego. Zydolewackie bojowki zaatakowaly
rowniez jadace trasa W-Z samochody i pojazdy komunikacji miejskiej. Z
autobusu wyciagneli 15-letniego Marka Kaminskiego i ciezko go pobili,
mial uszkodzenie czaszki.
Liderzy Unii Pracy, Unii Wolnosci i PPS, 8 listopada 1996 r. spotkali
sie na Uniwersytecie Warszawskim, a nastepnie wspolnie z grupami
"antyfaszystow" zorganizo walimarsz "przeciw nietolerancji i
faszyzmowi". -
W trakcie marszu rozdawano ulotke pod tytulem:
Roz... -ac faszystow'.
Ciekawe byly reakcje prasy komunistycznej na te i inne wydarzenia
zwiazane z obchodami 11 Listopada. W "Przegladzie Tygodniowym" z 27
listopada 1996 niejaka Zuzanna Dabrowska w artykule Faszyzm
ogolnodostepny nawiazuje do tego oto fragmentu publikacji w pismie
"Ojczyzna":
Nie ma chyba zadnego innego kraju w Europie, gdzie byloby az tyle
semickich twarzy w naczelnych organach panstwowych, wyzszych urzedach,
wyzszych uczelniach, telewizji, filmie, teatrze i oczywiscie
dziennikarstwie. O co wiec chodzi w bredniach o polskim
antysemityzmie, moze o to, by wyprzec z warstwy rzadzacej panstwa
polskiego ostatnich juz Polakow?
To stwierdzenie oczywistej realnosci o dominacji "wybranej"
mniejszosci nad drugiej kategorii wiekszoscia, posluzylo Z.
Dabrowskiej do bicia w dzwony alarmowe o narodzinach "faszyzmu" w
Polsce, w ktorej toleruje sie takie wypowiedzi i takie pisma! Artykul
zdobia jakze znamienne dwie fotografie, ilustrujace ten pochod
"faszyzmu". Jedna z nich przedstawia kilku mlodych usmiechnietych
uczestnikow jakiegos pochodu, najpewniej podczas obchodow tegoz
nienawistnego dla obroncow "demokracji" Swieta Niepodleglosci: niesli
wysoko uniesiona flage bialo-czerwona. Na drugim zdjeciu widnieje
haslo: "Wladza i wlasnosc w rece Polakow"2.
Tak, to jest przestepstwo! Nie wolno upominac sie o Polske dla
Polakow! Gdyby ktos wzniosl transparent z napisem: "Cala Polska dla
Zydow!" - to by go nie dostrzegl ani jeden obiektyw reporterow!
Rok 1996 obfitowal w szczegolnie brutalne interwencje policji i
tajniakow podczas okazjonalnych uroczystosci anty-pierwszomajowych.
Manifestacje antykomunistyczne odbyly sie wtedy w Krakowie, Warszawie,
Lublinie, Katowicach, Radomiu. Wiekszosc z nich miala forme
humorystycznych happeningow (np. protest przeciwko pogodzie).
Demonstracja krakowska byla od poczatku jawnie antykomunistyczna,
dlatego mlodzi oberwali tam szczegolnie mocno. Doszlo do brutalnych
interwencji policji w stylu z epoki tow. Kiszczaka. W Warszawie
zatrzymano siedmiu demonstrantow. W czasie przewozenia na komisariat
byli bici piesciami i palkami3. W Krakowie zatrzymano 16 osob. Prase
obiegl opis uderzenia piescia w twarz dzialacza Ligi Republikanskiej.
Przez kogo? Przez posla SLD Zaborowskiego.
Z wizyta do Wieliczki przybyl 21 lutego 1997 roku Aleksander
Kwasniewski. Na "powitanie" udala sie tam 15-osobowa grupa czlonkow
Ligi Republikanskiej. Jeden z uczestnikow - Pawel Sabuda zostal
zatrzymany i przewieziony na posterunek przy ul. Zamojskiego w
Krakowie7.
Zarzucono mu lzenie prezydenta przy uzyciu plakatu. W jego domu
dokonano rewizji, potem oddano Sabude pod dozor prokuratora. Podobnie
postapiono z dwoma innymi czlonkami Ligi za to, ze podczas happeningu
w dniu 3 marca, pod pomnikiem Mickiewicza ustawili klatke na nutrie z
napisem: Pusta cela dla Millera. Bicie manifestujacych robotnikow i
rolnikow stalo sie normalna praktyka neo--ZOMO i policji. Podczas
manifestacji Stowarzyszenia Represjonowanych Huty Katowice w Warszawie
(4 VI 93) - brutalnie wyrwano sztandar Stowarzyszenia, a jednego z
czlonkow stowarzyszenia bezpodstawnie zatrzymano. Rownie brutalnie
neo-ZOMO potraktowalo innych manifestantow.
Szefem resortu byl wtedy A. Milczanowski, prezydentem L. Walesa.
Cztery lata pozniej okaze sie, ze MSW kierowane wtedy przez A.
Milczanowskiego prowadzilo nielegalna inwigilacje dzialaczy
prawicowych partii i stowarzyszen. Inwigilacja objela wtedy
Porozumienie Centrum, Ruch dla Rzeczypospolitej kierowany przez Jana
Olszewskiego i Ruch Trzeciej Rzeczypospolitej Jana Parysa.
Inwigilacja trwala w latach 1992-1993. Ujawnil to w pazdzierniku 1997
roku, najwyrazniej w odwecie na rzekomo "prawicowym" szefie MSW czyli
Andrzeju Milczanowskim - koordynator sluzb specjalnych, komuch
Zbigniew Siemiatkowski. Harmonogram wyczynow Bezpieki z tego okresu
czyta sie jak kryminal!:
Oto przyklady dzialania "nieznanych sprawcow" przeciwko prawicowej
opozycji, w czasie kiedy MSW kierowal Andrzej Milczanowski2.
6.12.1992. Byly minister obrony (w rzadzie Olszewskiego) Jan Parys
ulegl wypadkowi samochodowemu. W jego aucie niespodziewanie pekly
przewody hamulcowe, i 6.01.1993. W peugeocie bylego ministra
wspolpracy gospodarczej, z zagranica Adama Glapinskiego (byl ministrem
za rzadow Jana Olszewskiego) nieznani sprawcy przecieli przewody
hamulcowe. W autoryzowanym serwisie peugeota potwierdzono, ze przewody
zostaly przeciete celowo.
Styczen 1993. W samochodzie Jaroslawa Kaczynskiego nieznani sprawcy
nakluli opony w taki sposob, ze pekly by dopiero w czasie jazdy.
8.01.1993. Nieznani sprawcy wlamali sie do lokalu Ruchu Trzeciej
Rzeczypospolitej. Skradziono dokumentacje RTR.
3.06.1993. W przeddzien pierwszej rocznicy obalenia rzadu Jana
0lszewskigo funkcjonariusze UOP zdzierali plakaty informujace o
manifestacji, w ktorej mieli wziac udzial sympatycy bylego premiera.
4.06.1993. Oddzialy prewencyjne policji brutalnie spacyfikowaly
manifestacje zwolennikow Jana Olszewskiego.
Czerwiec 1993. Po opublikowaniu listy konfidentow, prokuratura
nakazala rewizje w redakcji "Gazety Polskiej". Kierownictwu "Gazety" i
jej redaktorom wytoczono sprawe karna. Czlonkow redakcji "GP"
wielokrotnie przesluchiwano w prokuraturze, usilujac zmusic ich do
ujawnienia, skad pochodza informacje o konfidentach.
Lipiec 1993. Wlamanie do siedziby redakcji "Gazety Polskiej". Lokal
zdemolowano, skradziono sprzet biurowy.
Wrzesien 1993. Kilku mezczyzn probowalo naklonic Adama Glapinskiego,
by wsiadl do ich samochodu. Glapinski nie zgodzil sie i odjechal
wlasnym autem. Chwile pozniej dwa samochody mercedes i BMW zajechaly
Glapinskiemu droge. Byly minister z trudem uciekl z tej pulapki. W
nastepnych latach nie zelzalo. Napady na lokale Ruchu Trzeciej
Rzeczypospolitej, podcinanie hamulcow, zastraszanie dzialaczy a nawet
ich dzieci, powtarzaly sie za rzadow kolejnej polskojezycznej
milosniczki demokracji, wolnosci i tolerancji, czyli Hanny Suchockiej.
To jej biernosc ponosi posrednia odpowiedzialnosc za kilkadziesiat
napadow na ludzi i lokale prawicy. Jak wiemy, Z. Siemiatkowski ujawnil
to dopiero pod koniec 1997 roku, czyli wtedy, kiedy silna grupa
walesowcow (nie mylic z wlasowca-mi) zajmowala wazne stanowiska w AWS.
Byli to Jasik, Fonfara, Miodowicz Jr., Mil-czanowski.
K-omentujac te bandyckie dzialania w tradycyjnym stylu SB i ZOMO, mec.
Jan 01-szewski dodal inny smaczek personalny: po czerwcu 1992 roku
owczesny minister Jan Maria Rokita w publicznych wypowiedziach
wskazywal na "srodowisko bylego premiera Olszewskiego"7. Poza takimi
figlami jak podcinanie hamulcow, podsiuchy, byly wlamania do lokali i
grabiez materialow komputerowych.
W 1997 roku, juz z neutralnego dystansu czasu i funkcji, Piotr
Woyciechowski -byly szef Wydzialu Studiow MSW wyznal:
- Metody przyjete przez UOP w ciagu ostatnich lat niech zobrazuja
nastepujace przyklady.
W 1992 roku Zarzad Wywiadu UOP pod kierownictwem gen. Henryka Jasika i
gen. Gromoslawa Czempinskiego podjal probe werbunku senatora
mniejszosci niemieckiej Gerharda Bartodzieja. Szantazowano go
ujawnieniem faktu, ze byl tajnym wspolpracownikiem wywiadu PRL. Ten
werbunek nie udal sie ze wzgledu na powiadomienie o sprawie owczesnego
szefa UOP Piotra Naimskiego, ktory zatrzymal ten proceder.
W 1993 roku wyszla na jaw instrukcja 0015, ktora dawala wydzialom
analitycznym UOP mozliwosc dzialan operacyjnych skierowanych przeciwko
partiom politycznym. Sledztwo wszczete przez UOP po to, by ujawnilo
zrodlo przecieku tej instrukcji, spowodowalo wielka akcje represyjna
przeciwko ludziom, ktorzy przyszli do pracy w cywilnych sluzbach
specjalnych po 1990 roku. Sledztwo ukierunkowane bylo sztucznie
przeciwko ludziom z nowego naboru. Poddano ich wielogodzinnym
drastycznym przesluchaniom, na wariografach2 takze, poddano
inwigilacji, proponowano werbunek necac szybka kariera i pieniedzmi,
albo straszac utrudnieniami. Pare osob z tzw. rozdania
solidarnosciowego musialo opuscic UOP. W ten sposob Urzad
marginalizowal element obcy (nie es-becki - H.P), jakim byli ludzie
zwiazani z ekipa solidarnosciowa.
Chcialbym tez przypomniec noc z 3 na 4 czerwca 1993 roku'', kiedy to
funkcjonariusze kontrwywiadu zostali zdegradowani do roli czyscicieli
slupow ogloszeniowych, na ktorych Liga Republikanska rozklejala
plakaty nawolujace do demonstracji prolustracyjnej w rocznice obalenia
rzadu 01-szewskiego.
Taka kompromitacja UOP w normalnym demokratycznym kraju spowodowalaby
dymisje przynajmniej kierownictwa kontrwywiadu. W Polsce
funkcjonariusze, ktorzy realizowali te akcje, byli sowicie
wynagradzani - premiami przewyzszajacymi wielokrotnie premie kwartalne
w UOP7.
Ubeckie i esbeckie szwadrony smierci zostaly zastapione tylko troche
mniej krwawymi "nieznanymi sprawcami". Repertuar prawie taki sam, lecz
udoskonalony o nowoczesne techniki. Wlamania do plebanii, bicie i
nekanie ksiezy2, wlamania do redakcji pism prawicowych takich jak
"Nasza Polska" (dwukrotnie), "Glos", to tylko niektore wizytowki
terrorystycznej dzialalnosci "nieznanych sprawcow".
W ciagu jednej nocy z 20 na 21 wrzesnia 1996 roku, "nieznani sprawcy"
obrabowali redakcje pisma "Glos" oraz usilowali wlamac sie do
samochodu wydawcy tego pisma, bylego szefa MSW (!) Antoniego
Macierewicza. Kilkanascie godzin pozniej, w niejasnych okolicznosciach
zostal zastrzelony Andrzej Stankiewicz, szef Biura Interwencji Regionu
Mazowsze.
Z redakcji "Glosu" zginely wtedy cztery wysokiej klasy komputery,
skaner, faxy, telefon bezprzewodowy i profesjonalna drukarka -
wszystko co warunkuje istnienie i druk wspolczesnego pisma. Ukradziono
tylko to, co bylo potrzebne do wydawania, "Glosu",
A. Stankiewicz zostal smiertelnie postrzelony, zmarl w szpitalu, ale
slugus zydo-komunistycznych oligarchow - Maciej Jankowski - szef
regionu Mazowsze (!) oswiadczyl, ze zabojstwo Stankiewicza "jest
raczej kwestia srodowiska dzielnicy"'5. Nazajutrz niemal wszystkie
polskojezyczne dzienniki podawaly, ze Stankiewicz "najprawdopodobniej"
sam sie postrzelil. "Express Wieczorny" twierdzil nawet, ze
Stankiewicz byl pijany. Stankiewicz byl wtedy drugim w 1996 roku
zamordowanym dzialaczem "Solidarnosci". Pierwszym byl Andrzej
Krzepkowski - rzecznik prasowy "Solidarnosci" w Ursusie.
"Nieznani sprawcy" dawali i wciaz daja znac o sobie Zygmuntowi
Wrzodakowi-szefowi "Solidarnosci" zakladowej w "Ursusie". Akcje
nekania, zastraszania przybieraly charakter stalej presji psychicznej.
Jednym ze sposobow bylo filmowanie zabudowan gospodarczych i domu
Wrzodaka, jak np. w nocy 14/15 lipca 1993, zatem filmowac musieli
specjalna kamera z noktowizorem4. Polityczna zmasowana akcje wyzwisk i
oszczerstw pod adresem Z. Wrzodaka przez "autorytety moralne" opisalem
m.in. w ksiazce: Piaty rozbior Polski 1990-2000. Tu dorzuce jeszcze
jeden watek, znany mi bezposrednio. Zygmunt Wrzodak wyslal zyczenia
wielkanocne (kwiecien 2000) do swego przyjaciela Romana Kafla,
zamieszkalego w Dallas, gdzie ten osiadl po wyrzuceniu go z Polski za
dzialalnosc w rzeszowskim Regionie "Solidarnosci". Pozdrowienia
dotarly do odbiorcy w polowie lipca! "Szly" (pieszo?) przez trzy
miesiace.
Przesylka nosila slady otwierania. Pan R. Kafel zwierzyl mi sie z tego
rekordu szybkosci po tym, jak sie okazalo, ze pewna ksiazka, wyslana
przeze mnie do niego przed dwoma miesiacami jako przesylka polecona -
jeszcze do niego nie dotarla, a wreszcie otrzymal ja razem z
pozdrowieniami od Z. Wrzodaka7.
W ciagu kilku lat 1992-1996 i pozniej, "nieznani sprawcy" wielokroc
atakowali politykow, duchownych, wlamywali sie do redakcji pism
niezaleznych, siedzib partii politycznych. Oto lista takich akcji,
sporzadzona przez redakcje "Gazety Polskiej" (3 X 1996):
8.01.1993. Nieznani sprawcy wlamali sie do lokalu Ruchu Trzeciej
Rzeczpospolitej. Skradziono dokumentacje RTR.
Lipiec 1993. Wlamanie do siedziby redakcji "Gazety Polskiej". Lokal
zdemolowano, skradziono sprzet biurowy. Wlamanie nastapilo
bezposrednio po opublikowaniu przez nas listy konfidentow SB.
K-wiecien 1995. Pieciu bandytow napadlo na ks. Zdzislawa Prusa,
proboszcza parafii w Korabiewicach. Ks. Prus byl torturowany. W
przeszlosci ks. Prus dal sie poznac jako zdecydowany przeciwnik
komunizmu.
4.09.1995. Napad na ks. Adama Nowaka. Uzbrojony w pistolet napastnik
sterroryzowal ksiedza, zwiazal go, a nastepnie ukradl zebrane tego
dnia ofiary pieniezne.
Wrzesien - Pazdziernik 1995. Nieznani sprawcy dwukrotnie napadli na
plebanie parafii w Sobotce. Bandyci nie ukrywali, ze przyszli po ks.
Marka Bieniasza. Ksiedza nie zastali (za pierwszym razem czekali na
ksiedza ponad trzy godziny).
Pazdziernik 1995. Dwoch bandytow napadlo na ks. Franciszka
La-chowskiego z parafii w Bidzinach. Ks. Lachowski byl torturowany.
Napastnicy probowali zmusic go, by powiedzial, gdzie trzyma pieniadze.
Bezskutecznie.
27.06.1996. Kilku uzbrojonych bandytow obezwladnilo Waldemara
Grudzinskiego - czlonka Rady Naczelnej ROP. Bandyci ukradli mu
samochod. Trzy dni po napadzie nieznany osobnik powiadomil
telefonicznie Grudzinskiego, ze jezeli zlozy okup, to odzyska swoj
samochod. Masz pieniadze na dzialalnosc ROP-u, to mozesz zaplacie -
uslyszal.
Noc z 18 na 19.07.1996. Nieznani sprawcy wlamali sie do siedziby
Zarzadu Glownego ROP. Skradziono komputery, w ktorych przechowywano
bazy danych z informacjami o dzialalnosci partii.
Wlamania "nieznanych sprawcow" do lokali narodowych poslow czy partii
sa stala praktyka w PRL-bis, rzekomym "panstwie prawa i demokracji".
Kiedy to pisze, poczatek sierpnia 2000, prasa narodowa znow przynosi
kolejny kwiatek z tej terrorystycznej laczki. Oto w nocy z 23 na 24
sierpnia 2000 "nieznani" wlamali sie do warszawskiego biura
poselskiego posla Michala Janiszewskiego - przewodniczacego
KPN-Ojczyzna. Zabrali komputerowe bazy danych oraz faksy, lecz glownym
celem wlamania zdawaly sie byc listy podpisow pod kandydatura
prezydencka posla Dariusza Grabowskiego. Zniknela czesc teczek
dotyczacych wyborow prezydenckich. Nie tknieto natomiast pieniedzy i
innych wartosciowych przedmiotow.
Wlamanie nastapilo po konferencji dzialaczy KPN-0 z 23 lipca, na
ktorej dostarczyli oni kilkadziesiat tysiecy podpisow pod kandydatura
posla D. Grabowskiego. Na szczescie tylko kilka tysiecy podpisow
przechowywano w lokalu KPN-0. Posel Tomasz Karwowski wlamanie wiazal z
wczesniejszym opublikowaniem w periodyku: "Nasza Niepodleglosc",
fotokopii notatki sluzbowej UOP o inwigilacji prawicy, w tym KPN. Byc
moze wlamywacze spodziewali sie znalezc wieksza ilosc tego rodzaju
zasobow archiwalnych. Bylo to juz dziewiate wlamanie do lokalu
Konfederacji. Nasilily sie one gwaltownie po wniosku KPN-0 o lustracje
premiera J. Buzka. Dzialacze KPN-0 nie moga uscislic, ktorej to
orientacji w UOP - "prawicowej" czy "lewicowej" zawdzieczaja takie
zageszczenie nocnych wizyt. Sprawcy tych wlaman nigdy nie zostali
wykryci, pod wzgledem technicznym byly to wlamania skomplikowane i
profesjonalne7.
Wyjatkowo podejrzany byl "wypadek" samochodu, w ktorym jechal kandydat
na prezydenta Jan Olszewski. O polnocy 16 sierpnia 2000 samochod
skarbnika ROP Waldemara Grudzinskiego uderzyl w przyczepe samochodu
ciezarowego marki TIR, ktory nagle "wtargnal" na szose z drogi
podporzadkowanej. Zginal Grudzinski, J. Olszewski wyladowal w
szpitalu.
Pojawilo sie wiele "fachowych" interpretacji zdarzenia, lecz w zadnej
z nich nie postawiono elementarnego pytania, ktore stawiam sam sobie
jako kierowca z 25-letnim, stale czynnym stazem:
Jak moglbym wjechac z drogi podporzadkowanej, w nocy, na glowna,
widzac zblizajacy sie z lewej strony snop swiatel samochodu na szosie
glownej?
W dzien jest to mozliwe przy nieuwadze kierowcy, ale w nocy?
Wyjatkowo brutalne, okrutne bylo pobicie ksiedza Zdzislawa Prusa. Byl
to oczywisty odwet polityczny, bo ksiadz Prus od lat byl znany z
ostrych, bezkompromisowych, a co gorsze - patriotycznych homilii.
|
- Gdy zobaczylem ksiedza, to zrobilo mi sie cieplo. Byl caly zbroczony
krwia, mial zwiazane rece2 - relacjonowal mieszkaniec domu
sasiadujacego z parafia w Korabie-wicach kolo Zyrardowa. Gospodarz
prosil, aby nie podawac jego nazwiska. Nigdy nie wiadomo, czy nie
przyjda sie zemscic - wyjasnil swoj lek.
Do mieszkania ksiedza wdarlo sie pieciu zbirow. Pytali o pieniadze.
Bili ksiedza takze obuchem siekiery. Potem kluczem znalezionym w
plebani! otworzyli kosciol, tabernakulum, podeptali hostie. Czy w
tabernakulum szukali pieniedzy? Ksiadz ocalal tylko dlatego, ze przy
pomocy zyletki znalezionej w lazience, w ktorej go zamkneli, przecial
sznury na nogach. Wydostal sie przez okno i uciekl.
Policja pojawila sie po trzech godzinach. Komentarz zbyteczny...
Dodajmy, ze w posierpniowym "panstwie prawa" dokonano i wciaz dokonuje
sie wlaman do kosciolow. Maja one charakter satanistyczny, ale i
rabunkowy. Wykrywalnosc sprawcow - niemal zerowa. Oto dwa przyklady. W
jednym z najstarszych kosciolow w Siedlcach, w sierpniu 1997 r.,
skradziono zlote i srebrne wota. W nocy z 7 na 8 sierpnia tegoz roku
ciagle "nieznani sprawcy" zniszczyli w Lublinie obraz Matki Bozej na
frontonie Bramy Krakowskiej.
Obraz powrocil na swoje miejsce dopiero po 1988 roku po tym, jak w
1954 roku zostal usuniety przez owczesna zydokomune.
Stala praktyka jest wypuszczanie groznych przestepcow, w tym mordercow
na wolnosc po symbolicznym okresie odsiadki wieloletnich wyrokow.
Niedoscignionym wzorem jest tu morderca ksiedza Popieluszki G.
Piotrowski, wielokrotnie zwalniany "na przepustke". Wiosna 2000 po
takiej przepustce udzielil wywiadu telewizji lodzkiej, gdzie grzmial,
ze jest "niewinny". Ten skandal naglosniony przez media zakonczyl sie
dymisja kierownictwa telewizji lodzkiej. "Zapomniano" tylko zapytac,
kto i dlaczego zwalnia takiego morderce? Kto za tym stoi?
Ireneusz M. - morderca ksiedza w Zaglobie w pow. opolskim na
Lubelszczyznie, skazany na 15 lat wiezienia, po czterech latach
wyszedl na wolnosc. Zamordowal w pazdzierniku 1993, wyszedl w lipcu
1997. Morderca zostal zwolniony czasowo, na poprawienie stanu zdrowia
psychicznego (!), ale w nastepnym roku juz mogl ubiegac sie o
calkowite zwolnienie. Nawet polskojezyczna "Tel-Awizja" podaje
przyklady takich skandalicznych zwolnien i kpin z wyrokow. Oto jeden z
przykladow z wiosny 2000: sprawca smiertelnego pobicia wyszedl na
wolnosc po dwoch latach "na przepustke", po czym natychmiast zgwalcil
i zamordowal piecioletnia dziewczynke! Niestety, nie byla to corka
ktoregos z sadowych wspolmordercow dziecka, ktorzy zwolnili tego
bydlaka z wiezienia.
Powrocmy na chwile do bicza "antysemityzmu" -jednego z podstawowych
narzedzi moralnego i fizycznego terroryzowania Polakow mowiacych
prawde. Oto w dniu 11 czerwca 1995 roku ksiadz pralat Henryk Jankowski
z Gdanska, zostal wezwany do prokuratury na przesluchanie z oskarzenia
o wyszydzanie i obrazanie Zydow. Ksiadz stawil sie, lecz odmowil
skladania zeznan. Dziennikarzowi "Mysli Polskiej" wyjasnil, ze we
wszystkich encyklopediach swiata, obok hasla: "Antysemityzm", powinno
znajdowac sie haslo: "Antypolonizm". Dodal, ze w "polskich"
powojennych encyklopediach nie ma hasla: "Honor".
- Moim obowiazkiem jest dostrzegac zlo w kazde/formie i mowic o tym
glosno. Zwierzyl sie, ze czuje sie jako polski obywatel przesladowany
przez mniejszosc zydowska.
- Orla Bialego codziennie sie opluwa i nikt z tego powodu nie wszczyna
postepowania karnego - mowil po wyjsciu z prokuratury gdanskiej'.
Doniesienie o popelnieniu przez ksiedza "przestepstwa" zlozyla
zydowska organizacja mlodziezowa z Wroclawia. Usilujaca przesluchac
ksiedza Jankowskiego prok. Maria Kamirska-Jezowska powolala sie na
art. 274 par. l w zbiegu z art. 193 par. l:
lzenie mniejszosci z powodu jej przynaleznosci etnicznej,
narodowosciowej i wyznaniowej. Zagrozenie - do trzech lat wiezienia.
Ksiadz Jankowski skomentowal:
- Nastapil powrot totalitaryzmu komunistycznego i dyktatu obcej
niepolskiej polityki w stosunku do Kosciola katolickiego i narodu
polskiego.
A oto moj komentarz do komentarza ksiedza pralata: nie "powrot" tylko
niezmienna kontynuacja od 1945 roku!
"Nasza Polska" 2 lutego 1997.
247
Nie wolno wystepowac publicznie w obronie polskosci, Polski i Polakow.
Niestety, ten stale stosowany w praktyce choc niepisany artykul
bezprawia wprawdzie nie istnieje w kodeksie, ale istnieje w praktyce.
Sa jednak chwalebne "amnestie". Oto przyklad:
- Lodzki sad uniewinnil dzialacza Federacji Mlodziezy Walczacej,
oskarzonego o zorganizowanie nielegalnej manifestacji w obronie
Polakow na Wschodzie. Sad zachowal sie przyzwoicie: uniewinnil mlodego
czlowieka orzekajac, ze nielegalnie zachowal sie wojewoda lodzki
Andrzej Peczak (potem sekretarz stanu w ministerstwie Gospodarki,
odpowiedzialny za "prywatyzacje" Polski, nastepca ministra Wieslawa
Kaczmarka). To wojewoda kazal bic demonstrantow. Podczas akcji policji
pobito rowniez dziennikarza "Gazety Polskiej". Zatem nie wolno
demonstrowac przeciwko dyskryminacji Polakow na Litwie, Bialorusi,
Ukrainie; o powrot przynajmniej czesci z 200 000 Polakow z
Kazachstanu, deportowanych tam po aneksji Kresow Wschodnich przez
zydokomune stalinowska.
Jezeli ktos jest w kartotekach Bezpieki, musi trzymac sie z dala od
policji w kazdej sytuacji. Witold Newelicz, dzialacz krakowskiej Ligi
Republikanskiej zostal zatrzymany i pobity nawet w dalekiej Lebie,
gdzie pojechal na wakacje. Naiwnie podszedl do radiowozu zapytac o
droge. Zostal zrewidowany, potem powalony ciosem przez policjanta,
nastepnie wrzucony do radiowozu. Na posterunku policyjny zbir ktory go
pobil, wyglosil nastepujaca oracje:
- Orzel ma dziob zwrocony w prawa strone, ale zawsze patrze na lewo i
bede tluki takich gnojow jak wy. Znam cie dobrze, ty zadymiarzu, przed
kazda akcja ogladamy filmy z twoja morda i mordami twoich kolesiow.
Nastepnie zadzwonil do Warszawy z meldunkiem, ze maja wlasnie takiego
zady-miarza i oczekuja rozkazu. Wymienil swoje nazwisko: podkomisarz
Piotrowski z IV kompanii prewencji z Warszawy. Wszedzie sami swoi, czy
to w Krakowie, Lebie czy Warszawie. Dawniej mowiono: "Spij spokojnie,
ORMO czuwa!" Aktualne, wiec Narod spi!
W sierpniu 1997 roku przed kolegium do spraw wykroczen stanelo w
Lublinie pieciu czlonkow Ligi Republikanskiej. Zarzut: 14 kwietnia
1997 roku przed Domem Nauczyciela przy ulicy Radziszewskiego glosnym
krzykiem, slowami obelzywymi pod adresem Jozefa Oleksego i policjantow
zaklocili porzadek publiczny. Rzeczywistosc byla nieco inna. Kilku
czlonkow Ligi usilowalo uzyskac autograf Jozefa Oleksego na wlasnie
wydanej Bialej Ksiedze'. Zostali brutalnie zaatakowani i poturbowani
przez cywilnych policjantow, tym razem z Wydzialu Przestepstw
Gospodarczych2!
Skrytobojczo strzela sie do politycznych ofiar z ostrej amunicji, ale
podczas strajkow i demonstracji - na razie z gumowej, ale jakze
groznej. Doswiadczyl tego dziennikarz "Naszego Dziennika". Stracil
oko. Strzelano do manifestantow jak do kaczek, czyli "w leb i na
komore" jak do gornikow "Wujka". Doswiadczyl sily gumowej kuli znany
lider Samoobrony Rolnikow - Andrzej Lepper. W sierpniu 1999 roku
zostal postrzelony w ramie (zob. foto) podczas okupacji olsztynskiego
urzedu wojewodzkiego
Szef "Samoobrony" Andrzej Lepper pokazuje pocisk gumowy i krwiak - po
zajeciu przez rolnikow Urzedu Wojewodzkiego w Olsztynie, (Z: "GW",
14-15.08.2000)
Szyld ksiegami narodowo-katolickiej przy ul. 3-Maja w Lublinie -
oblany farba przez obroncow demokracji i tolerancji wraz z grupa
zdesperowanych nedza rolnikow. Policja zapewniala potem, ze nie miala
i nie uzywala broni.
249
Dzien pozniej przyznala, ze miala7.
Protestujacy przygotowali z wieszakow i law barykade i probowali
wywazyc
drzwi do gabinetu kryjacego w srodku bezcenna osobe wojewody
Zbigniewa Babalskiego. Do urzedu wdarlo sie 250 policjantow.
Rozgorzala bitwa. W ruch poszly wieszaki, dragi, hydranty.
^ Sanitariusz, swiadek bitwy relacjonowal:
H
- Policjanci nie patrzyli kogo bija. Zachowywali sie jak w amoku.
Nic nie bylo w stanie ich zatrzymac. Uderzona zostala takze nasza
kolezanka. Wiele osob zostalo skopanych. W pogotowiu ratunkowym
znalazlo sie kilkudziesieciu poturbowanych rolnikow. Dziesiec osob
trafilo do szpitala.
Kula gumowa trafila nie tylko Leppera. Oberwal takze Adam Olakowski,
czlonek "Samoobrony". Kula zatrzymala sie na kosci przedramienia.
Strzelano do niego z kilku metrow. Blizej niz w "Wujku", ale tak samo:
"w leb i na komore".
Na lidera "Samoobrony" bylo juz kilka zamachow grozacych utrata zycia.
Ten z wiosny 2000 tylko dzieki przypadkowi nie zakonczyl sie jego
smiercia. Podpalono ("nieznani sprawcy") budynek rolnika, u ktorego na
nocleg sie zatrzymal. Jego samochod splonal. Lepper uratowal sie
dzieki ucieczce przez okno.
Niedawni esbecy, zomowcy, milicjanci, cala ta armia liczaca ponad 160
000 nieukow i nierobow- z marszu, niemal czworkami przeszla z SB, MO i
ZOMO do agencji ochroniarskich. Gdy zechca, w ciagu kilku godzin sa w
stanie obezwladnic cale panstwo: administracje, policje, obecny UOP,
"Kne-Sejm", rzad. Przejac wladze i dokonac samosadu na kimkolwiek
zechca.
Korumpuja urzednikow. Wymuszaja haracze. Inwigiluja, podsluchuja.
Uprowadzaja dzieci dla okupu. Kolportuja falszywe pieniadze. Raz po
raz donosi o tym prasa, bo sama chwilami trzesie portkami niezaleznie
od swych politycznych afiliacji.
Agencje ochrony sluza kazdemu bogatemu przestepcy, kazdemu
nowobogackiemu, bylemu partyjniakowi, bylemu esbekowi. Dokonuja
zuchwalych napadow na pie-1 niadze przewozone przez nich samych z
banku do banku2.
Spolki detektywistyczne staly sie monopolem i matecznikiem wyzszej
hierarchii) Kiszczakowego MSW. Przykladem spolka detektywistyczna
WART-SERWIS. Mie-1 scila sie (1994) w budynku Komendy Stolecznej
Policji przy ulicy Wisniowej w Warszawie. Powstala niemal natychmiast
po okraglostolowej zmowie Jaruzelskich i Kiszczakow z Zydami KOR i
spolki. Firma zatrudniala juz wtedy okolo 1000 osilkow, ma ekspozytury
i oddzialy w niemal wszystkich dawnych wojewodztwach i obecnych
regionach. Ich pelnomocnikami sa tam z reguly byli komendanci
wojewodz-, cy MO lub ich pierwsi zastepcy ds. Sluzby Bezpieczenstwa3.
Glowne "asy" sa po moskiewskich szkolach KGB. W zarzadzie spolki
odnalazl sie wieloletni dyrektor Biura "C" SB (archiwum i ewidencja)
-plk Piotrowski. W tej "firmie" jest niemal cala dyrekcja Departamentu
Techniki SB. Zadbali o kamuflaz: glownym udzialowcem tej poteznej
spolki bezpieczniakow jest nikomu przedtem nieznany byly ormowiec i
taksowkarz.
Inna spolka bylej SB, ZOMO i milicji jest spolka DAKOTA. Jej
zalozycielem i wlascicielem byl skazany na 9 lat wiezienia Marek
Zielinski - przewodniczacy Krajowego Zwiazku Pracodawcow Agencji
Ochrony7. Po aresztowaniu ojca, firme prowadzila corka Zielinskiego.
Skrzykneli sie nasi bezpieczniacy z kumplami z enerdowskiej STASI.
Przykladem agencja ALWAS w Poznaniu. Specjalizuje sie w dozorze
przewozow miedzynarodowych. Z trzech glownych udzialowcow tej firmy,
dwaj sa funkcjonariuszami Woj. Urzedu Spraw Wewnetrznych - P. Jeske i
Marek Szulc. Trzeci to obywatel Niemiec KnutYoight-funkcjonariusz i
rezydent STASI w Warszawie w latach 1986-1989. Ta rezydentura
rozpracowala m. in. poznanskie struktury "Solidarnosci" oraz kanal
przerzutowy "Solidarnosci" Berlin-Poznan. Voight byl jednoczesnie
prezesem NRD-o-wskiej spolki "Ogolnego Nadzoru i Bezpieczenstwa" o
nazwie "ALWAS". Spolka po rozpadzie NRD obracala w RFN fortuna STASI.
Nikogo w posierpniowej Polsce, wlacznie z wywiadem i kontrwywiadem,
nie zaniepokoily te koneksje. Teraz nie ma to juz zadnego znaczenia,
bo i tak "nasz" UOP jest filia Mossadu, CIA i wywiadu niemieckiego,
rywalizujacych tu z wywiadem rosyjskim. Tak bylo i w czasach PRL.
Wszak szef STASI - Zyd Markus Wolf wyjechal do Izraela po rozpadzie
NRD, a co przekazywal Mossadowijako wieloletni szef STASI - wie tylko
on i Mossad.
Inna prawidlowoscia bylo i jest zatrudnianie w agencjach "ochrony"
bylych esbe-kow, milicjantow i zomowcow przez ludzi wielkiego a
naglego biznesu, pokroju Gawronika i Leksztonia. Gawronik zostal nawet
senatorem, a to przeciez jeden z glownych filarow afery ART-B i nr 6
na liscie 100 najbogatszych ("Wprost").
W kwietniu 1993 roku aresztowano w Gdansku trzech bylych
funkcjonariuszy SB, w tym szefa agencji detektywistycznej, w zwiazku
ze sledztwem o przemyt materialow rozszczepialnych. Jednym z nich byl
major SB Jerzy Fraczkowiak. Podczas rewizji w siedzibie agencji
znaleziono pol kilograma sproszkowanego tlenku uranu, a takze
mikrofilmy akt operacyjnych dzialalnosci m.in. Lecha Kaczynskiego, L.
Walesy, Bogdana Lisa.
Gawronik posiadal Agencje Ochrony Mienia i Osob pod nazwa "SEZAM", w
polowie lat 90., stworzyl oddzial komandosow pod nazwa "System Ochrony
SEZAM Alarm Control A. G.", a faktycznie osobista ochrone pana prezesa
i jego rodziny.
Kontekst Gawronika i ART-B. uruchamia niedawne wspomnienia o aferze
dwoch Zydow bez grosza, wkrotce potem polskich miliarderow - Bagsika i
Gasiorowskiego.
Powrocmy raz jeszcze do swietlanej a nietykalnej postaci Bagsika.
Nowosc z czerwca 2000, to sledztwo prokuratury pulawskiej wszczete
przeciwko Bagsikowi, tym razem jako prezesowi zarzadu Zakladow
Futrzarskich w Kurowie. Zarzut: nie zglosil upadlosci spolki, choc
zobowiazania firmy na 31 marca 2000 przewyzszaly jej wartosc7.
Bagsik mial takze przedlozyc Radzie Nadzorczej nieprawdziwe dane
dotyczace stanu finansow firmy, nadto zanizyl kwote zobowiazan
krotkoterminowych. Doniesienie do prokuratury o tych przestepstwach
Bagsika zlozyl Slawomir Grela, czlonek Rady Nadzorczej firmy
reprezentujacy Skarb Panstwa. W czerwcu w kurowskich zakladach
prowadzila kontrole NIK.
Przewalanki z Zakladami Futrzarskimi w Kurowie maja dluzszy zyciorys.
Zaczely sie od nabycia pakietu wiekszosciowego tej firmy przez
niejakiego Wieslawa Peciaka - bardziej znanego jako Wieslaw P.,
skazanego (wyrok jeszcze nieprawomocny) za uprowadzenie,
przetrzymywanie i torturowanie czlonkow tzw. gangu karatekow. Peciak
to technik mechanik, byly prezes sekcji zuzlowej lubelskiego Motoru.
Posiada duzy majatek niewiadomego pochodzenia.
Zyd Markus Wolf, szef STASI - bezpieki NRD.
Jego bardzo dobrymi znajomymi byli - uwaga! - slynny gangster
"Pershing" zastrzelony w grudniu 1999 roku w Zakopanem oraz Ireneusz
Sekula - zmarly w szpitalu w maju 2000 po trzech "samobojczych
strzalach".
Wkrotce po przejeciu firmy kurowskiej okazalo sie, ze firma zawarla
kontrakt z Dowodztwem Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej na dostawe
2000 kurtek lotniczych. Kurtki wyceniono na 1700 zlotych za sztuke.
Tak kosztownych kurtek nie nosza lotnicy chyba najbogatszych panstw! -
cene kurtki zawyzono o polowe. NIK kontroluje glownie ten kontrakt
(lato 2000) na kurtki, ale zamowienie jest nadal realizowane.
Skandalik wybuchnal w listopadzie 1999, kiedy Peciak zatrudnil w
charakterze prezesa zarzadu spolki wlasnie niezniszczalnego,
niezawodnego i wszechstronnego pianiste z zawodu - Boguslawa Bagsika.
Prasa pisala, ze kiedy Bagsik byl szefem ART-B, ponoc Peciak sciagal
dla niego dlugi od wierzycieli. Z tego okresu i z tych zacnych uslug
pochodzi ich przyjazn i obecny rewanz Peciaka. Bagsik jest w trakcie -
przypomnijmy i to - procesu z oskarzenia publicznego o zagarniecie z
polskiego systemu bankowego czterech bilionow starych zlotych2! Po
aresztowaniu w Szwajcarii i ekstradycji do Polski, Bagsik wyszedl na
wolnosc stajac sie pupilem, mediow. Kaucje wplacil za niego (2 min
nowych zl) Klub Kapitalu Polskiego.
Wpuszczenie recydywisty do kurowskiego kurnika z panstwowa forsa, to
normalka w PRL-bis. Tylko naiwni mogli wpadac w oslupienie na
wiadomosc, ze Peciak zostanie wlascicielem pakietu wiekszosciowego
kurowskich futer, a Bagsik prezesem jednoosobowego zarzadu tej firmy.
Tu jak w soczewce o dwoch ogniskowych, skupila sie prawda o
kryminalnym charakterze struktury wladzy w Polsce i nad Polska.
Zaklady futrzarskie w Kurowie byly do niedawna panstwowa, dochodowa
firma o zatrudnieniu l 500 osob. Obecnie pracuje tam tylko 300 osob.
"Prywatyzacja" zakladu to takze klasyka w klasycznie kryminalnej
strukturze posiadania i zarzadzania majatkiem publicznym. Najpierw
panstwowa firma (dyrekcja) zaciagnela kredyty i zamiast je splacac,
zawarla z bankiem "ugode". Dlug przemianowano na akcje - to etap drugi
przekretu. Bank stal sie zatem udzialowcem spolki akcyjnej wraz ze
Skarbem Panstwa. Trzeci etap, to szybkie uwlaszczenie sie panstwowego
zarzadcy: juz jako wspolwlasciciel fabryki, zarzadca objal stanowisko
prezesa. Czwarty i ostatni etap, to sprzedaz udzialow panstwa - temuz
Peciakowi.
Wyglada na to, ze duet Peciak - Bagsik nie oczekiwal zyskow z firmy.
Kozuchy od lat wychodza z mody, a za 1999 rok zaklad odnotowal 300 000
zl strat. Do czego wiec zaklad byl im potrzebny - wyjasnia pewien
ekonomista warszawskiej firmy konsultingowej - anonimowy rozmowca
dziennikarki "Naszego Dziennika":
-No, chyba ie chodzi o zwykla przepiorke. Przepuszcza przez fabryke
brudne pieniadze i w bilansie juz im wyjda czyste.
Z taka interpretacja tego manewru wystapiono do Peciaka. Nazwal to
bzdura:
on wszystko robi legalnie! Tak sie jednak jakos sklada, ze -jak pisala
wscibska prasa juz po zlozeniu doniesienia przez Grele, kapital spolki
powiekszyl sie o 5 000 000 zlotych od inwestora zagranicznego. Chyba
nikt jednak nie wie, kim jest ten "inwestor".
Peciak jesienia ubieglego roku doszukiwal sie, rzecz
jasna-politycznych "przesladowan" swej nieskazitelnej osoby i
dzialalnosci.
I wtedy wlasnie wyznal, ze przyjazni sie z Ireneuszem Sekula, teraz
juz "samobojca", bylym szefem Glownego Urzedu Cel. Kiedy Peciakowi
zginal mercedes 600, Sekula natychmiast zarzadzil "rutynowa" blokade
wszystkich przejsc granicznych. Dobrze jest miec takiego kumpla, ale
szkoda, ze juz tylko nieboszczyka. Takim samym zamienionym w
nieboszczyka przyjacielem Peciaka byl "Pershing",,.
Bagsik - Sekula, Gawronik - Peciak - "Pershing": wszystko w bialy
dzien, w pelnej akceptacji czyli wspolpracy z glownymi atrapami wladzy
"wolnej" Polski... Jedni kradna jakis zaklad, drudzy strzelaja, a
zlodzieje ktorzy ukradli cala Polske -ochraniaja ich zdalnie, w
majestacie prawa do bezprawia.